Katarzyna Wirkus | Strona prywatna

„Twój Styl” zamieścił w swoim grudniowym wydaniu raport dwudziestolecia. Ideą było pokazanie pokolenia 40 – letnich dziś kobiet i ich ścieżki życiowej, która zaczynała się w czasach komunizmu. Jako jedna z czterech kobiet opowiedziałam swoją historię. Oto ona:
Katarzyna Wirkus w Bytowie była jedną z pierwszych lokalnych feministek   /Marcin Łobaczewski /Twój Styl
Katarzyna Wirkus w Bytowie była jedną z pierwszych lokalnych feministek
/Marcin Łobaczewski /Twój Styl

Feministka z trójką dzieci

Nazywam się Katarzyna Wirkus. Mój Bytów na Kaszubach z końca lat 90. wyglądał tak: idę na rozmowę o pracę. Szefowa pyta: ?Ma pani dzieci? ? Mam, dwoje. ? A to nie możemy pani zatrudnić. Młoda matka będzie cały czas na zwolnieniach?. Dziś to tępiony prawnie seksizm, ale wtedy pracodawcy nie mieli świadomości, że dyskryminują kobiety. Zacisnęłam więc zęby i mówiłam: ?zmienię to, udowodnię, że jesteśmy w Europie?. Dziś jestem dyrektorką Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie i działam we władzach stowarzyszenia na rzecz kobiet. Moje koleżanki startują w wyborach samorządowych. Chyba coś się udało.

Sporo zawdzięczam dziadkowi. Były żołnierz AK, patriota, wywieszał flagę przed domem na 3 maja. Sołtys mówił: ?Panie Janiszewski, pan tę flagę ściągnie?, ale on się nie przejmował. Powtarzał: ?Ucz się, jak masz napisane w książkach, ale zawsze wiedz swoje?. I opowiadał mi o Katyniu, sowieckich łagrach. Nawet dziś w Bytowie nie głoszę feministycznych haseł, choć się z nimi zgadzam. Kaszubi cenią patriarchat, tutaj ?feministka? to obelga, jak ?pedał? czy ?złodziej”. Dlatego przemycam postulaty równościowe, nie wymawiając słowa na ?f?. Nie jesteśmy na nie gotowi.

Po studiach ? pedagogika resocjalizacji ? myślałam, żeby wyjechać. Tak jak koleżanki, które po dyplomie zostawały w Gdańsku, Warszawie, Koszalinie. Wracały nieliczne, zazwyczaj te, które przejmowały po rodzicach jakiś biznes, na przykład sklep. Na studiach wyszłam za mąż, nie żałuję, bo mam fajnego męża, ale szybkie śluby to był wtedy standard.

Kolejny ? kobieta nie może znaleźć pracy. Z prezentów ślubnych kupiliśmy kawałek ziemi wśród pól i chaszczy. Mąż mówił, że tu będziemy mieć dom, a ja pytałam: ?Gdzie?! W tej dziczy? Za co? Mamy tylko twoją pensję i zasiłek wychowawczy?, ale on powtarzał, że się uda. Siedziałam z dziećmi i czytałam książki Betty Friedan, Margaret Atwood, Simone de Beauvoir. Jeździłam po nie do Słupska, do Bytowa trafiały głównie romanse.

Poczekajmy jeszcze trochę, Polska się zmieni

Pierwszy etat po dwóch latach starań dostałam w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej. Z domu do przystanku autobusowego miałam cztery kilometry. Zima nie zima, w pracy byłam punktualnie. ?Musisz udowodnić, że jesteś dyspozycyjna jak wolna kobieta?, słyszałam. Choroby dzieci? Pomagała teściowa. Dzieciaki widywałam pod wieczór albo i nie, bo czasem już spały. To była cena, jaką zapłaciłam za walkę o siebie.

Żeby być częściej z rodziną, chciałam rozkręcić własny biznes: przedszkole wiejskie. Napisałam do gminy, jakie warunki mam spełnić? ? nie dostałam odpowiedzi. Chciałam otworzyć prywatną szkołę. Byłam we wszystkich urzędach, patrzyli na mnie jak na dziwoląga. Po dwóch latach pan z kuratorium, który mówił, że to szalony pomysł, otworzył własną prywatną szkołę. Rozmawiałam z mężem o emigracji do Szwecji, Holandii. Ale on mówił: ?Tu mamy rodzinę. Poczekajmy jeszcze trochę, Polska się rozwija, coś się zmieni?.

Pieniądze z ministerstwa i namawianie do buntu

Pierwsza nadzieja. Rok 1999. Bez doświadczenia przygotowuję projekt i staram się o dofinansowanie z ministerstwa. Wymyślam z koleżankami program ?Aktywne kobiety? dla samotnych matek, które nie pracowały ponad trzy lata. Projekt przeszedł. Zaczęły się szkolenia z podniesienia samooceny, praw kobiet na rynku pracy, pisania CV. Po tym kursie wiele z nich ruszyło do ratusza w obronie swoich interesów. W Bytowie mówili, że jestem niebezpieczna, buntuję. Ale dla mnie ta manifestacja była najlepszą nagrodą. Mąż mówił: ?jestem z ciebie z dumny?.

W naszym związku przyjaźń umocniło nieszczęście. Przez trzy pierwsze miesiące życia córeczki walczyliśmy z jej chorobą. Nie udało się, straciliśmy dziecko, ale tragedia spowodowała, że zaprzyjaźniliśmy się ze sobą jak żołnierze na polach bitwy. Mężowi równie często jak ?kocham? mówię ?lubię cię?.

Zbudowałam dom swoich marzeń

Kolejne 20 lat będzie prostsze, tak myślę. W latach 90. walczyłam w Bytowie o to, co dopiero w tym roku wprowadził w życie sejm, przyjmując ustawę o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Wprowadzałam program pomocy prawnej dla kobiet, kampanię ?dzieciństwo bez przemocy?. Ale nie wszystko jest zrobione. Marzy mi się rozwój miasta, żeby ludzie chcieli tu mieszkać. Ja zostanę.

Kilka lat temu miejsce, w którym kiedyś kupiliśmy działkę, stało się osiedlem domów, my też postawiliśmy swój. Dom marzeń: mały, biały, z dużym spadzistym dachem. Mam tu różaną rabatkę i swój kawałek sielskości. Z trójką dzieci: Zosią, Jankiem i Hanią, i mężem. Zaufałam, kiedy mówił: będzie dobrze. Miał rację. Jestem spełnioną kobietą również dzięki niemu.

Cały artykuł jest dostępny na stronie :

http://www.styl.pl/magazyn/w-swiecie-kobiet/news-dziewczyna-20-lat-pozniej,nId,309603,nPack,2

Brak tagów

Realizacja: ITOlczyk